Pokonaj „hieny” w swojej głowie, aby zdrowo budować relacje

11.09.2018

            Każdy, kto choć raz w życiu znalazł się w trudnej sytuacji interpersonalnej, wie jak uciążliwe bywa funkcjonowanie w towarzystwie osoby, która nas irytuje, wobec której odczuwamy złość, niechęć, a nawet wrogość. Niekiedy jest to nasz współpracownik, przełożony, kolega w pracy, nierzadko jednak drażni nas członek najbliższej rodziny.

Od czego zacząć porządkowanie trudnych relacji? 

Od nazwania po imieniu tego co RZECZYWIŚCIE wyprowadza nas z równowagi w kontakcie z drugą osobą. Zdarza się bowiem, że sam widok lub obecność człowieka, którego nie darzymy sympatią, uruchamia szereg uczuć i lawinę myśli, gasząc nasz entuzjam, odbierając radość, a nawet chęć do życia. 

Od czego zacząć porządkowanie trudnych relacji? 

Od nazwania po imieniu tego co RZECZYWIŚCIE wyprowadza nas z równowagi w kontakcie z drugą osobą. Zdarza się bowiem, że sam widok lub obecność człowieka, którego nie darzymy sympatią, uruchamia szereg uczuć i lawinę myśli, gasząc nasz entuzjam, odbierając radość, a nawet chęć do życia. Zauważmy jednak, że nasza reakcja jest skutkiem jakichś wydarzeń, zaszłości, krzywd, niewyjaśnionych sytuacji, niedokończonych spraw. Warto odnaleźć to zatrute źródło. Ilustracją niech będzie klasyczna sytuacja pomiędzy synową i teściową. Obie kobiety mogą pałać do siebie wrogością z różnych powodów, czasami dźwięczy w uszach synowej jedno toksyczne zdanie wypowiedziane przez matkę męża wiele lat temu, które - pielęgnowane w pamięci - nie pozwala usiąść razem przy jednym stole. Z drugiej strony teściowa nie może zapomnieć żonie swojego syna, że ta nie wyraziła zgody na stosowanie metod wychowawczych troskliwej babci, wskutek czego wnuk jest źle wychowany, a jego matka jawi się jako niewdzięczna i przemądrzała. W obu paniach narosła niechęć, która odtwarza się za przy każdym spotkaniu. Czy jednak rzeczywiście zdają sobie sprawę z tego, co naprawdę przeszkadza im we wzajemnych kontaktach? Doskonałym rozwiązaniem byłoby pokojowe spotkanie, w ramach którego doszłoby do wypowiedzenia ukrytych zażaleń, uznania bólu jaki się z nimi wiąże, a następnie wybaczenia i pojednania. Jednak nie zawsze jest to możliwe (a często niewyobrażalne!).

Co zatem zrobić, aby mimo wszystko móc koegzystować we względnej harmonii? 

MONITOROWAĆ własne MYŚLI, które podgrzewają kocioł emocji i blokują akceptację trudnej dla nas osoby. Monika i Marcin Gajdowie porównują myśli człowieka do stada owiec, które pasie się beztrosko na łące. Gdy jednak zwierząt będzie zbyt dużo w zagrodzie, może dojść do niespokojnego ich przemieszczania się, chaosu, a nawet gonitwy i wzajemnego tratowania. Obrazuje to spiętrzenie myśli, wywołujące niepokój, zamęt i ogólne odczucie dyskomfortu (toczymy w głowie wyczerpujące dialogi z przeciwnikiem, nie możemy skoncentrować się na konstruktywnym działaniu, jesteśmy pochłonięci nieustannym analizowaniem  sytuacji). Inspirując się metaforą stada, możemy odnaleźć w nim oprócz owiec również inne gatunki zwierząt, na przykład groźne HIENY, które pożerają spokojne owieczki, szczekają, wyją, ironicznie i przerażająco „śmieją się”, wprowadzając nastrój grozy. Jako myśli przybierają postać agresywnych komentarzy takich jak: „Wredna baba!”, „Kretyn!”, „Frajerka!”, „Ale się popisuje!”, „Zachowaj dla siebie te mądrości!”, „I co się gapisz? Wszyscy wiedzą jaka jesteś beznadziejna!” et coetera. Z głową wypełnioną tego rodzaju komunikatami niemal niemożliwe jest przyjazne zwracanie się do osoby, której one dotyczą. Co ciekawe, uważne przyjrzenie się naszemu wewnętrznemu monologowi ujawni wiele podobnych zwrotów formułowanych pod adresem ludzi bliskich, darzonych miłością. Kochająca żona może odkryć „hieny” szczekające w jej głowie: „Ten twój mąż to skończona oferma!”, „Co za prostak!”. Rodzice w konfrontacji z nastoletnim synem lub córką usłyszą w myślach natarczywe: „Gówniarz!”, „Smarkula jedna!” - skierowane do ukochanego dziecka.

Każdy człowiek może podjąć trud WYBORU tych komunikatów we własnej głowie, które uzna za najbardziej wartościowe w konkretnej sytuacji. Jeśli nasze agresywne „hieny” kłębią się, nie dopuszczając do głosu spokojnych „owiec” przeganiajmy je ze „stada” naszych myśli, walcząc z nimi, nie dopuszczając ich do głosu, zastępując konstruktywnymi komunikatami typu: „Nie chcę tak myśleć!”, „Odrzucam te wrogie słowa pod adresem osoby, którą kocham!”.

Walka, którą stoczymy sami ze sobą przyniesie owoce w postaci zahamowania rozwoju wrogich uczuć i agresywnych ataków w relacjach z ludźmi.

Literatura 

  1. Gajdowie, Rozwój. Jak współpracować z łaską, Szczecin 2012.
  2. Król-Fijewska, Stanowczo, łagodnie, bez lęku, Warszawa 2007.
  3. Wojciszke, Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej, Warszawa 2006.